Wasz „porządek” jest zamkiem na lodzie

Róża Luksemburg – najsłynniejsza polska rewolucjonistka

Wiesława Toporowicz – badaczka dziejów polskiego i międzynarodowego ruchu robotniczego odniosła się w jednym ze swoich tekstów do bezpośredniej przyczyny stłumionego przez reakcyjną burżuazję niemiecką robotniczego powstania, które miało miejsce w 1919 roku w Berlinie. Stwierdziła ona: „Zdymisjonowanie przez Radę Pełnomocników Ludowych (Rada Pełnomocników Ludowych została utworzona 10 listopada 1918 r.) w dniu 4 stycznia 1919 roku prezydenta policji berlińskiej Emila Eichhorna (przedstawiciela lewicowego skrzydła USPD), który został mianowany na to stanowisko przez Berlińską Radę Delegatów Robotniczych i desygnowanie na jego miejsce członka SPD Eugena Erbsta doprowadziło do (…) zaostrzenia sytuacji i kilkudniowych walk zbrojnych w Berlinie. KPD i lewica USPD oceniły ten akt jako próbę prowokacji ze strony Eberta, zmierzającą do umocnienia jego pozycji w stolicy i nasilenia walki z ruchem rewolucyjnym. Lewica wezwała więc robotników do akcji protestacyjnej.”

5 stycznia 1919 roku rozpoczął się strajk powszechny w Berlinie. Robotnicy nie ograniczyli się jednak do „pokojowego” protestu, lecz opanowali wiele gmachów publicznych, redakcje gazet SPD i główny urząd telegraficzny. Nie udało im się jednak zająć Komendantury Miasta i Ministerstwa Wojny. Wieczorem powołano Tymczasowy Komitet Rewolucyjny z udziałem komunistów i lewicy USPD. Jego przewodniczącymi zostali: Georg Ledebour, Karol Liebknecht i Paul Scholze. W łonie Komitetu nie było jednolitego stanowiska, część członków opowiadała się bowiem za natychmiastowym obaleniem rządu Eberta, część zaś za podjęciem z nim rokowań. Rząd zyskiwał więc na czasie i przygotowywał się do kontruderzenia. W istocie rządzącej prawicy socjaldemokratycznej chodziło o sprowokowanie awangardy klasy robotniczej do przedwczesnego wystąpienia.
„Siły lewicy, które wezwały robotników do akcji protestacyjnej, nie miały pełnego rozeznania stopnia gotowości berlińskich mas robotniczych do walki, stąd wahania i niezdecydowanie nie tylko części działaczy lewicowego skrzydła USPD, ale i kierownictwa KPD. Większość członków kierownictwa KPD z Różą Luksemburg na czele nie nastawiała się w pierwszych dniach wydarzeń styczniowych na zbrojne obalenie rządu Eberta, słusznie oceniając, że takie hasło byłoby przedwczesne, gdyż nie wciągnęłoby do walki większości klasy robotniczej w innych ośrodkach robotniczych Niemiec. Ponadto lewicy nie udało się uzyskać poparcia większości mas ludowych, zwłaszcza chłopstwa i żołnierzy. Bieg wydarzeń wciągnął jednak KPD do bezpośredniej akcji – ale KPD nie przypuszczała, że socjaldemokratyczny rząd zdecyduje się na krwawą rozprawę z robotnikami Berlina i siłami rewolucyjnej lewicy.
W dniu 6 stycznia 1919 roku socjaldemokrata Gustav Noske uzyskał pełnomocnictwo rządu do zorganizowania sił do walki z rewolucją i 10 stycznia oddziały wojskowe i korpusy ochotnicze, w znacznym stopniu złożone z zawodowych oficerów i podoficerów, ruszyły na Berlin. Przez trzy dni toczyły się walki uliczne; 14 stycznia opór robotników został złamany”1 – stwierdzała w swoim tekście Wiesława Toporowicz.
14 stycznia 1919 roku opór bohaterskich robotników berlińskich – spartakusowców został złamany z błogosławieństwem prawicy socjaldemokratycznej przez będące z nią w sojuszu kontrrewolucyjne Freikorpsy – grupujące w swoich szeregach najzwyklejszych w świecie morderców, kryminalistów i wszelkiego rodzaju „patriotyczne” szumowiny.
Na łamach naczelnego organu prasowego Komunistycznej Partii Niemiec (KPD) – „Die Rote Fahne” („Czerwony Sztandar”) ukazał się artykuł: „Porządek panuje w Berlinie” („Die Ordnung herrscht in Berlin”). Jego autorką była współzałożycielka KPD – Róża Luksemburg, całym sercem i duszą oddana sprawie zwycięstwa rewolucji niemieckiej2.
W artykule „Porządek panuje w Berlinie” (ostatnim w jej życiu) Róża Luksemburg „podsumowuje gorzkie nauki rewolucji niemieckiej, szuka źródeł jej klęski i źródeł przyszłych nowych sił żywotnych”3.

Cóż zawierał ów ostatni artykuł Róży Luksemburg? We wstępie znalazły się uwagi: „Porządek panuje w Berlinie! – oznajmia z triumfem burżuazyjna prasa, oznajmiają Ebert i Noske, oznajmiają oficerowie „zwycięskich oddziałów”, które drobnomieszczańska gawiedź Berlina pozdrawia powiewając chusteczkami i wiwatując na ich cześć. Sława i honor oręża niemieckiego zostały uratowane przed historią świata. Sromotnie pobici we Flandrii i w Argonach, zrehabilitowali się wspaniałym zwycięstwem nad (…) spartakusowcami (…) kto będzie pamiętał w obliczu tak wspaniałych czynów haniebne klęski poniesione w walkach z Francuzami, Anglikami i Amerykanami? Wróg nazywa się „Spartakus”, a miejscem, gdzie nasi oficerowie umieją zwyciężać, jest Berlin”4.
Róża Luksemburg kontynuowała: „triumfujący ‚zwycięzcy’ nie dostrzegają, że ‚porządek’, który trzeba (…) utrzymywać za pomocą krwawych rzezi, niepowstrzymanie zbliża się ku swemu historycznemu losowi, ku swojej zagładzie”5.
Słowo ‚zwycięzcy’ wzięte tu przez Różę Luksemburg celowo w cudzysłów oznaczało, iż kontrrewolucyjna reakcja odniosła – jej zdaniem – tylko i wyłącznie iluzoryczny i nietrwały sukces. Na przysłowiową krótką metę.
Róża Luksemburg, jako uświadomiona marksistka, która kierowała się w swoich analizach społeczno – politycznych wyłącznie zasadami naukowego socjalizmu, a nie emocjami czy też metafizycznymi dywagacjami – doskonale o tym wiedziała. Nie wiedzieli o tym natomiast przywracający „porządek” a kierujący się zwierzęcą nienawiścią do ‚niemieckich bolszewików’ rzeźnicy w mundurach z żelaznym krzyżem na piersi.
Ostatnia publikacja Róży Luksemburg skierowana była przede wszystkim do rewolucyjnych niemieckich proletariuszy – bohaterów styczniowego powstańczego zrywu. Pobitych – zdaniem Róży Luksemburg – militarnie, ale nie politycznie.
„Czym był ten ostatni, ‚spartakusowski tydzień’ w Berlinie, co przyniósł nam, czego nas uczy?”6 – pytała ich współzałożycielka. Od razu dodając, że: „Jeszcze w toku walk, wśród zwycięskiego wycia wrogów rewolucji muszą rewolucyjni proletariusze zdać sobie sprawę z tego, co się stało, zmierzyć wielką historyczną miarą wydarzenia i ich rezultaty”7.
Zdaniem Róży Luksemburg na krwawo stłumione berlińskie powstanie robotnicze należało spojrzeć chłodnym, analitycznym okiem. Jakiekolwiek zdominowane przez niezdrowe emocje podejście do tej kwestii było w jej przekonaniu po prostu szkodliwe.
Róża Luksemburg przypominała w związku z powyższym, że: „Rewolucja nie ma ani chwili do stracenia, prze dalej – poprzez otwarte jeszcze groby (…) ku swoim wielkim celom. Pierwszym zadaniem bojowników o międzynarodowy socjalizm jest uświadomienie sobie jej kierunków, jej dróg”8.
W dalszej części swojego artykułu Róża Luksemburg pytała: „Czy możliwe było ostateczne zwycięstwo rewolucyjnych proletariuszy w tym starciu, czy można było spodziewać się obalenia rządu Eberta – Scheidemanna i ustanowienia dyktatury socjalistycznej?”9.
Jej odpowiedź na to pytanie brzmiała następująco: „Na pewno nie, jeżeli się weźmie pod uwagę wszystkie decydujące momenty. Już taka sama przez się bolesna sprawa rewolucji w danej chwili, jak niedojrzałość polityczna mas żołnierskich, które wciąż jeszcze dają się wykorzystywać oficerom do wrogich ludowi, antyrewolucyjnych celów, dowodzi, że trwałe zwycięstwo rewolucji w tym starciu nie było możliwe. Ale z drugiej strony ta niedojrzałość wojska jest jedynie wyrazem ogólnej niedojrzałości rewolucji niemieckiej”10.
„Walki ekonomiczne, właściwe wulkaniczne źródło rewolucji, zasilające bezustannie rewolucyjną walkę klasową, znajdują się dopiero w początkowym stadium rozwoju. Wszystko to dowodzi, że w chwili obecnej nie można było jeszcze liczyć na ostateczne, trwałe zwycięstwo”11 – dowodziła na łamach Rote Fahne najsłynniejsza polska rewolucjonistka.
Pytała dalej: „Czy stąd wynika, że walka w ciągu ostatniego tygodnia była ‚błędem’? Jeśliby tu chodziło o zamierzone „uderzenie”, o tzw. „pucz” – to tak. Ale co było punktem wyjścia walk ostatniego tygodnia? Tak jak we wszystkich dotychczasowych wypadkach (…) brutalna prowokacja ze strony rządu! (…) Atak na berlińskie prezydium policji stał się przyczyną wszystkich dalszych wydarzeń”12.
„Postawieni przed faktem bezczelnej prowokacji Ebertów i Scheidemannów rewolucyjni robotnicy byli zmuszeni chwycić za broń. Co więcej, natychmiastowe odparcie napaści z całą energią było sprawą honoru rewolucji; w przeciwnym wypadku kontrrewolucja zostałaby zachęcona do dalszych ataków, a rewolucyjne szeregi proletariatu i moralny kredyt rewolucji niemieckiej w Międzynarodówce zostałyby zachwiane. Natychmiastowy odpór mas berlińskich był tak spontaniczny i zdecydowany, że moralne zwycięstwo od pierwszej chwili było po stronie ulicy”13 – stwierdzała R. Luksemburg.

O zdrowym instynkcie, o wewnętrznej niespożytej sile proletariatu berlińskiego świadczyło – zdaniem Róży Luksemburg – przede wszystkim to, że: „nie zadowolił się on przywróceniem Eichhornowi jego stanowiska, że spontanicznie uderzył na inne gniazda kontrrewolucji: na siedzibę burżuazyjnej prasy, rządowe biura informacyjne, Vorwärts”14.
„Wszystkie te kroki mas robotniczych wypływały z instynktownego przekonania, że kontrrewolucja też nie uspokoi się po poniesionej porażce i wystąpi do generalnej próby sił”15 – dodawała rewolucjonistka.
W swojej publikacji z 14 stycznia 1919 r. Róża Luksemburg zaprezentowała ponadto uwagi i refleksje: „Rewolucja nie rozwija się bez przeszkód, w otwartym polu, według przemyślnego planu ‚strategów’. Jej przeciwnicy maja też inicjatywę, ba, wykazują jej z reguły więcej niż sama rewolucja”16.
„Wewnętrznym prawem życia rewolucji jest: nigdy nie poprzestawać na dokonanych krokach, nie popadać w bierność. Najlepszą obroną jest zdecydowany atak. Ta elementarna zasada wszelkiej walki potwierdza się na każdym kroku rewolucji”17.
„Gdy jasno określi się podstawowy problem rewolucji – a jest nim w tej rewolucji obalenie rządu Eberta – Scheidemanna jako pierwszej przeszkody na drodze do zwycięstwa socjalizmu – wtedy ten podstawowy problem ciągle wyłania się w całej swej aktualności, każdy poszczególny epizod walki z nieodwracalnością prawa natury stawia go w całej rozciągłości, niezależnie od tego, czy rewolucja jest przygotowana do jego rozwiązania, czy sytuacja jest dojrzała, czy nie. ‚Przecz z rządem Eberta – Scheidemanna!’ – hasło to wyłania się nieuchronnie przy każdym kryzysie rewolucyjnym jako jedyna wyczerpująca formuła wszystkich poszczególnych konfliktów i dzięki temu, dzięki swej wewnętrznej obiektywnej logice – czy kto chce, czy nie – zaostrza każdy epizod walki do ostatecznych granic”18.
„Rewolucja jest jedyną formą ‚wojny’ – to jest również jej szczególnym prawem życiowym – w której ostateczne zwycięstwo może zostać przygotowane jedynie przez szereg klęsk”19.

W dalszej części swojego artykułu Róża Luksemburg udziela odpowiedzi na następujące pytanie: „Co ukazuje nam cała historia współczesnych rewolucji i socjalizmu?”20.
W odpowiedzi wyliczając historyczne przykłady stwierdziła wprost: „Pierwszy płomień walki klasowej w Europie: powstanie tkaczy liońskich w 1831 r. skończyło się ciężką klęską. Ruch czartystowski w Anglii – klęską. Powstanie proletariatu paryskiego w czerwcu 1848 r. skończyło się druzgocącą klęską. Komuna Paryska skończyła się straszliwą klęską. Cała droga socjalizmu – o ile chodzi o walki rewolucyjne – usłana jest samymi klęskami”21.
Zdaniem Róży Luksemburg jednak „historia tych walk niepowstrzymanie prowadzi krok za krokiem do ostatecznego zwycięstwa! Gdzie bylibyśmy dziś bez tych ‚klęsk’, z których czerpiemy doświadczenie historyczne, poznanie, siłę i ideowość? Dziś, w przededniu ostatecznych bitew proletariackiej walki klasowej, opieramy się właśnie na tych klęskach: żadna z nich nie jest dla nas obojętna, każda jest częścią naszej siły i świadomości celu”22.
Rewolucjonistka stawiała tu sprawę jasno. Niemiecki proletariat musiał zacisnąć zęby, pięści i dalej walczyć. Musiał być twardy! Żadne bezproduktywne rozczulanie się nad swoim losem nie wchodziło tu – zdaniem Róży Luksemburg – w rachubę.
Działaczka starała się uświadomić dodatkowo proletariatowi, że: „Z walkami rewolucyjnymi dzieje się wprost przeciwnie niż z walkami parlamentarnymi. W ciągu ostatnich 40 lat mieliśmy w Niemczech jedynie same ‚zwycięstwa’ parlamentarne, kroczyliśmy wprost od zwycięstwa do zwycięstwa. A rezultatem ich była poniesiona w dniu wielkiej historycznej próby, 4 sierpnia 1914 r., niwecząca wszystko klęska polityczna i moralna, niesłychany krach, bezprzykładne bankructwo. Rewolucje natomiast przynosiły nam dotychczas jedynie same klęski, ale te nieuniknione klęski dają nam najpewniejszą gwarancję przyszłego zwycięstwa ostatecznego”23.

Słowa Róży Luksemburg były swoistą zachętą do kontynuowania walki, która pomimo często niesprzyjających okoliczności i dramatycznych kryzysów ma sens i społeczno – polityczne uzasadnienie. Walki o lepszą – bo socjalistyczną przyszłość.
Róża Luksemburg świadomie podejmując w swojej publikacji analizę motywu klęski nie omieszkała zaznaczyć w tej kwestii, że: „Ważne jest to, w jakich okolicznościach została poniesiona ta czy inna klęska: czy nastąpiła ona wskutek tego, że rwąca naprzód energia bojowa mas rozbiła się o tamę niedostatecznej dojrzałości przesłanek historycznych, czy też przez to, że akcja rewolucyjna została sparaliżowana przez własną połowiczność, niezdecydowanie, słabość wewnętrzną”24.
„Jak wygląda klęska naszego tzw. ‚tygodnia spartakusowskiego’ w świetle powyższych zagadnień? (…) Czy była klęską spowodowaną wybuchem energii rewolucyjnej w niedostatecznie dojrzałej sytuacji, czy też klęską z powodu słabości i połowiczności działania?”25 – jasno stawiała sprawę Luksemburg.
Udzielając odpowiedzi zaś: „I jedno, i drugie. Dwoisty charakter tego kryzysu, sprzeczność między energicznym zdecydowanym, ofensywnym wystąpieniem mas berlińskich a niezdecydowaniem, lękliwością, połowicznością berlińskiego kierownictwa jest cechą szczególną ostatnich wydarzeń. Kierownictwo zawiodło. Ale może i musi powstać nowe kierownictwo wyłonione przez masy i spośród mas. Masy są czynnikiem decydującym, są opoką, na której wzniesione zostanie ostateczne zwycięstwo rewolucji. Masy stanęły na wysokości zadania, uczyniły z tej ‚klęski’ kolejne ogniwo owych historycznych klęsk, które stanowią dumę i siłę międzynarodowego socjalizmu. I dlatego z tej ‚klęski’ wyrośnie przyszłe zwycięstwo”26.
Ostatni artykuł Róży Luksemburg kończył się przestrogą skierowaną w stronę triumfującej kontrrewolucyjnej niemieckiej burżuazji: „Porządek panuje w Berlinie! O nędzne zbiry! Wasz „porządek” jest zamkiem na lodzie. Rewolucja juz jutro „znowu wśród grzmotów do góry się wzniesie” i ku waszemu przerażeniu i wśród dźwięków surm oznajmi: Byłam, jestem, będę!”27.
Nazajutrz, 15 stycznia 1919 r. Róża Luksemburg została aresztowana, brutalnie pobita i następnie zamordowana (zmasakrowana kolbą karabinu) przez polującą tego dnia po Berlinie na ‚czerwonych’ jedną z bojówek Freikorpsu.
Dziś, na początku 2013 r. gdy zbliża się kolejna rocznica jej męczeńskiej śmierci – ludzie ideowej, antykapitalistycznej lewicy – mają moralny obowiązek, aby cały czas pamiętać o tej bohaterskiej kobiecie – rewolucjonistce, której obcy był w działalności politycznej zgniły kompromis, oportunizm, konformizm, drobnomieszczańska obłuda i hipokryzja.

Róża Luksemburg poświęciła całkowicie swoje życie konsekwentnej walce z kapitalizmem – patologicznym systemem plugawiącym i niszczącym wszystko co wartościowe i autentycznie piękne w człowieku; walce o inny, lepszy, socjalistyczny świat. Świat bez fałszywych pseudo wartości z bałwochwalczym kultem pieniądza na czele; świat bez wulgarnego wyzysku człowieka przez człowieka; bez kapitalistycznych próżniaków i cynicznych, przeżartych egoizmem pasożytów żyjących na koszt ludzi pracy; świat bez prymitywnego rasizmu i nietolerancji; bez nacjonalistycznej trucizny; bez ksenofobii; militaryzmu, imperializmu, szowinizmu, klerykalizmu, ciemnoty i zacofania.
Ta szlachetna, głęboko humanistyczna wizja świata, w którym człowiek nie będzie wstydził się być człowiekiem, a której konsekwentnie wierna pozostała Róża Luksemburg, nie straciła wcale na aktualności i żywotności.
Dziś, u zarania 2013 r. – tak jak w 1919 r. – nadal cierpliwie czeka ona na swoją pełną i ostateczną realizację.
„Byłam, jestem, będę!” – Niech te trzy słowa nieustannie nam o tym przypominają!

Dr Ryszard Rauba,
Uniwersytet Zielonogórski.

Przypisy:
1. Zob. W. Toporowicz, Walki w Berlinie w styczniu 1919 roku (w:) Międzynarodowy Ruch Robotniczy. Wiek XIX – 1945, tom 1, Warszawa 1976, s. 376-377; W tej kwestii por. także E. i H. Hannover, Zbrodnia (Rzecz o śmierci Róży Luksemburg i Karola Liebknechta), Warszawa 1975, s. 34-37; Szerzej o wydarzeniach niemieckiej rewolucji listopadowej 1918-1919 r. – Zob. A. Czubiński, Rewolucja 1918-1919 w Niemczech, Poznań 1977.
2. Szerzej o aktywnym udziale Róży Luksemburg w wydarzeniach rewolucji niemieckiej 1918 r. – zob. M. Szlezinger, Róża Luksemburg a rewolucja niemiecka 1918 r., „Z pola walki” 1966, nr 3 (35), s. 19-43.
3. Ibidem, s. 38.
4. Zob. R. Luksemburg, Porządek panuje w Berlinie (w:) R. Luksemburg, Wybór pism, t. 2, Warszawa 1959, s. 515-516.
5. Ibidem, s. 516.
6. Ibidem.
7. Ibidem.
8. Ibidem, s. 516-517.
9. Ibidem, s. 517.
10. Ibidem.
11. Ibidem.
12. Ibidem, s. 517-518.
13. Ibidem, s. 518.
14. Ibidem.
15. Ibidem.
16. Ibidem.
17. Ibidem.
18. Ibidem, s. 519.
19. Ibidem.
20. Ibidem.
21. Ibidem.
22. Ibidem, s. 520.
23. Ibidem.
24. Ibidem.
25. Ibidem, s. 521.
26. Ibidem.
27. Ibidem.

Dodaj komentarz