Nacjonalizm to faszyzm

Pamięć o bohaterach walki z faszyzmem jest nadal żywa wśród polskiej postępowej młodzieży

Z okazji 11 listopada pragniemy przybliżyć czytelnikom strony PMP archiwalny tekst Kazimierza Zakrzewskiego z 1935 roku, oryginalnie opublikowanego w piśmie „Front Robotniczy”. Jest to praca nadal aktualna, a dzisiejsi nacjonaliści – podobnie jak w tamtych czasach w swojej propagandzie skierowanej do społeczeństwa – odcinają się od faszyzmu.
Sam Zakrzewski stał się zresztą ofiarą nazistowskich zbrodniarzy, z którymi czynnie walczył. Podczas wojny działał w konspiracji skierowanej w nazistowskiego okupanta. Aresztowany przez nazistów został rozstrzelany 11 marca 1941 roku w lesie w Palmirach.

W prasie zbliżonej do ruchu młodo-endeckiego, reprezentującego najbardziej agresywne żywioły polskiego faszyzmu, pojawiają się od czasu do czasu oświadczenia, zaprzeczające jakoby ruch ten miał charakter „faszystowski”. – Nie jesteśmy „faszystami” – twierdzą czasem publicyści ONR – jesteśmy „nacjonalistami”, a to nie jedno i to samo.

Cel tych zaprzeczeń jest dosyć przejrzysty: Polski nacjonalizm chciałby – ze względów taktycznych – odgrodzić się od faszyzmu, jako ruchu dzisiaj niewątpliwie międzynarodowego; tzw. narodowcy chcą w nas wmówić, że w stosunku do tego międzynarodowego faszyzmu, w którym rolę kierowniczą gra wrogi Polsce ośrodek niemiecki, zachowują postawę samodzielną. Z drugiej strony wiedzą, na tle doświadczeń niemieckich, że faszyzm nie ma – na dłuższą metę – widoków powodzenia wśród robotników, nawet zgrupowanych w reakcyjnej chrześcijańskiej demokracji, a ruch młodo-endecki chce właśnie – w Łodzi i poza Łodzią – zdobywać sobie wpływy wśród zdezorientowanych mas robotniczych.

Cóż jednak rzeczowego można wydobyć z przedstawionego stanowiska, poza samą grą wyrazów, która nie może zmylić nikogo (niemieccy faszyści nazywają się „narodowymi socjalistami”, a we Francji działają – obie faszystowskie: „partia ludowa” Doriota i „partia społeczna” de la Rocque, ale nikt nie będzie podawał w wątpliwość ich faszystowskiego charakteru).

Historycznie można – rzecz prosta – odróżnić pojęcia: „faszyzm” i „nacjonalizm”. Ten ostatni bowiem znany był już w XIX wieku, podczas gdy faszyzm pojawił się dopiero po wojnie światowej. Stary nacjonalizm, operujący hasłami ekspansji i walki zorganizowanych grup narodowych, a na wewnątrz przeciwstawiający się walce klas, tj. wyzwoleńczemu ruchowi proletariackiemu, był poprzednikiem faszyzmu. Działał jednak na gruncie istniejącego ładu państwowego i nie psuł reguł przedwojennego systemu rządów burżuazyjnych, tj. liberalnej, kapitalistycznej demokracji. Niedobitki tego dawnego liberalnego nacjonalizmu, zlikwidowanego we Włoszech i w Niemczech, działają jeszcze we Francji, a występują już i u nas, bądź w tzw. starej endecji, bądź w świeżo skleconym „Froncie Morges”. Młodzieńczy faszyzm, czy to endecki, czy też sanacyjny – występuje przeciwko nim nieraz bardzo zaciekle.

Rozkład ustroju kapitalistycznego po wojnie światowej oraz niebezpieczeństwo (z punktu widzenia burżuazji) objęcia rządów gospodarczych i politycznych przez klasę robotniczą, ujawniające się w wielu krajach, a przejściowo urzeczywistnione niemal w całej Europie Środkowej, spowodowało odejście burżuazji od systemu liberalnej demokracji. Czynniki burżuazyjne, które jeszcze bronią przedwojennego ustroju demokratycznego, znajdują się w stanie zaniku. Poważnie zagrożona burżuazja zdecydowała się zabrać ostatnią swoją stawkę i poparła z całej siły formalnie rewolucyjny, a treściowo reakcyjny faszyzm, usuwający liberalną demokrację na rzecz jednostkowej lub partyjnej dyktatury.

Burżuazja, w swych najbardziej żywotnych i zdolnych do walki z proletariatem odłamach – aby uniknąć przebudowy społecznej – weszła na drogę rewolucji politycznej. Dzięki temu zgrupowała w zasięgu swego rozporządzania warstwy nastawione rewolucyjnie, ale jeszcze zachowujące psychikę reakcyjną: kombatantów, drobnomieszczaństwo, pracowników umysłowych i liczne w całej Europie masy zdeklasowanych – wytwór wielkich wstrząsów dziejowych. Te masy, oddzielone całą przepaścią sposobu myślenia od zorganizowanych klas pracujących, ale posiadające dużą własną dynamikę rewolucyjną, poparły faszyzm jako rewolucję polityczną, która jednak dochodząc do władzy, przekształciła się w system zorganizowanej reakcji.

Faszyzm – włoski, niemiecki, czy nasz – przeciwstawiał się nieraz dawnemu nacjonalizmowi ze względu na jego „liberalną” niechęć do poddania burżuazji odmładzającej operacji. Ale faszyzm nie odrzucał nigdy haseł nacjonalistycznych, ponieważ są to jego własne hasła; on to przeciwstawia polityczną walkę zorganizowanych grup narodowych społecznej walce klas, oraz wojenną ekspansję zaborczych aparatów państwowych – zbiorowej współpracy pokojowej wolnych i równych narodów. Tam, gdzie nie ma szczególniejszych warunków do podsycania haseł pierwszej kategorii – walki zorganizowanych grup narodowych, tam faszyzm położył nacisk na hasła drugiej kategorii, propagujące ekspansję zewnętrzną (Włochy), lub na odwrót (Polska). Faszyzm niemiecki najpełniej rozwinął hasła nacjonalistyczne, walcząc na wewnątrz Niemiec z mniejszościami narodowymi (Polacy) i rasowymi (Żydzi), a równocześnie prowokując pochód niemczyzny na Wschód.

Nacjonalizm, to jedyna treść ideowa, jaką faszystowska burżuazja może przeciwstawić ideologii robotniczej, którą zwalcza, bo nie można serio traktować faszystowskich prób rozwiązania kwestii społecznej i przezwyciężenia strukturalnego kryzysu w gospodarce przy zachowaniu władztwa burżuazji nad produkcją. Dlatego faszyzm stał się najdoskonalszym wyrazicielem prądów nacjonalistycznych. Ale stał się zarazem nacjonalizmem jedynym, bo dawny liberalny nacjonalizm stanowi dzisiaj – w tym punkcie zgodzimy się z faszystami – świat umarły.

Nacjonaliści i nacjonalizmy tworzą więc dzisiaj obóz międzynarodowego faszyzmu, występujący solidarnie przeciwko demokracji i gotujący się do rozprawy z „bolszewizmem”, tj. po prostu ze wszystkimi czynnikami, które chcą lub muszą przeciwstawić się pochodowi faszyzmu. Samodzielność krajowego nacjonalizmu, na własną rękę mającego zdobyć władzę, by rozprawić się z robotnikami, czy też by „rozwiązać zagadnienie żydowskie” (podnosiłem już na łamach „Frontu”, że gruntownie i sprawiedliwie może je rozwiązać tylko ruch robotniczy) – to dzisiaj tragikomiczna iluzja uczciwych nacjonalistów, albo… fikcja propagandy faszystowskiej.

W praktyce nie ma dziś innego nacjonalizmu, jak tylko kierowany przez Niemcy – faszystowski:
antyrobotniczy – bo odbiera klasie robotniczej wszystkie narzędzia jej społecznego wyzwolenia,
antydemokratyczny – bo dąży do ustanowienia partyjnej dyktatury,
i antypokojowy – bo musi nieuchronnie doprowadzić do wojny z „bolszewizmem”.

Czy teoretycznie jest jeszcze możliwy inny nacjonalizm? Chyba żebyśmy tym mianem chcieli nazwać twórczy patriotyzm, cementujący wysiłek sił społecznych, pracujących nad rozwojem materialnym i kulturalnym swego kraju. Ale takiego „nacjonalizmu” nie znajdziemy w opanowanej przez faszyzmy strefie Europy; przykładem jego mogłaby być raczej daleka Katalonia, nad którą jeszcze powiewają sztandary wolności robotniczej.

Kazimierz Zakrzewski

Tekst ten pierwotnie ukazał się w piśmie „Front Robotniczy”, nr 51, 20 października 1936 r.

Save

Dodaj komentarz