Komunistyczna Partia Austrii wezwała masy do zdecydowanego oporu

Austriaccy komuniści zawsze słynęli ze swej internacjonalistycznej postawy

Na wstępie warto oddać głos historykowi Janowi Tomickiemu – współautorowi (obok Ireny Koberdowej, Wiesławy Toporowicz oraz Fryderyka Zbiniewicza) pracy: Międzynarodowy Ruch Robotniczy. Wiek XIX-1945 (tom 1), w której to zamieścił on niezwykle istotne w interesującym nas tu kontekście austriackim informacje.

Otóż, jak zaznaczał Jan Tomicki: „Na początku lat trzydziestych w Austrii zaczęli dochodzić do głosu zwolennicy wprowadzenia dyktatury faszystowskiej (…). Przeciwko tym dążeniom wystąpili austriaccy komuniści i socjaliści. Ci ostatni po proklamowaniu republiki w roku 1918 cieszyli się dużymi wpływami wśród klasy robotniczej i w niektórych środowiskach inteligencji. Ponad półmilionowa Socjaldemokratyczna Partia Austrii, wspomagana przez klasowy ruch zawodowy, zajmowała postawę bardziej bojową aniżeli niemiecka SPD.

Kierowana m.in. przez Ottona Bauera, Karla Seitza, Karla Rennera i Juliusa Deutscha, odnosiła ona więcej sukcesów aniżeli socjaliści w innych krajach w walce o polepszenie warunków bytowych klasy robotniczej, ubezpieczenia socjalne, rozwój spółdzielczości robotniczej i taniego budownictwa mieszkaniowego itp.

Jej przywódcy głosili możliwość pokojowego przejścia od kapitalizmu do socjalizmu. Dysponując znaczną liczbą mandatów w parlamencie (około 40%) i kierując organami samorządowymi w Wiedniu, Linzu i innych miastach, socjaliści austriaccy stanowili w latach dwudziestych siłę polityczną skutecznie odpierającą ataki zwolenników faszyzmu. Partia miała przy tym do dyspozycji szeroko rozbudowaną własną organizacje paramilitarną – Schutzbund, powołany do ochrony lokali, wieców i pochodów socjaldemokratycznych przed atakami bojówek partii prawicowych, szczególnie zaś Heimwehry, której szeregi tworzyli głównie nacjonaliści i faszyści.
Silna pozycja socjaldemokracji austriackiej została jednak zachwiana w latach wielkiego kryzysu gospodarczego. Podobnie jak w Niemczech, w Austrii narastało rozczarowanie do systemu demokracji parlamentarnej, którego rzecznikami byli socjaldemokraci.

Wobec osłabienia pozycji partii socjaldemokratycznej i coraz większego niezadowolenia mas, które mogło przerodzić się w wystąpienia antykapitalistyczne, ugrupowania prawicowe przeszły do kontrofensywy, dążąc do przechwycenia władzy i wyeliminowania z życia politycznego komunistów i socjalistów. W maju 1932 roku na czele rządu austriackiego stanął Engelbert Dollfuss – działacz Partii Chrześcijańsko-Społecznej i zwolennik dyktatury faszystowskiej, a we wrześniu 1933 roku w wyniku reorganizacji gabinetu wicekanclerzem został Emil Fey – przywódca Heimwehry.

Rząd Dollfussa szybko wkroczył na drogę faszyzacji kraju, czerpiąc wzory z doświadczeń Mussoliniego (…). Już w marcu 1933 roku ograniczył do minimum kompetencje parlamentu, dokonując faktycznego zamachu stanu i rozpoczynając rządy za pomocą dekretów nadzwyczajnych. Dekretem z dnia 26 maja 1933 roku zdelegalizowano Komunistyczną Partię Austrii, zniesiono także wolność prasy i zgromadzeń i systematycznie likwidowano zdobycze socjalne klasy robotniczej. W dniu 31 marca 1933 roku Dollfuss zarządził rozwiązanie Schutzbundu.

Wobec tych posunięć kierownictwo partii socjaldemokratycznej i Wolnych Związków Zawodowych zagroziło proklamowaniem strajku generalnego. Zarazem jednak Karl Renner, Karl Seitz i inni przywódcy partyjni, stosując taktykę ustępstw, podjęli próbę pertraktacji z Dollfussem. Natomiast działająca w podziemiu Komunistyczna Partia Austrii wezwała masy do zdecydowanego oporu, przestrzegając przed błędami popełnionymi przed paru miesiącami przez niemiecką socjaldemokrację.
Dollfuss nie podjął rozmów z socjaldemokratami, natomiast w styczniu 1934 roku bojówki faszystowskiej Heimwehry przypuściły atak na lokale partyjne. Rozbijano drukarnie, dokonywano rewizji w dzielnicach robotniczych w poszukiwaniu broni, usuwano socjalistów z samorządów i kas chorych. Szczególnie napięta sytuacja wytworzyła się w Wiedniu i Linzu, gdzie partia socjaldemokratyczna miała bardzo silne wpływy.

Wobec wtargnięcia policji i bojówek Heimwehry w dniu 12 lutego 1934 roku do Domu Robotniczego SPA (Socjaldemokratycznej Partii Austrii) w Linzu schutzbundowcy żywiołowo stawili zbrojny opór. Zacięta walka na ulicach miasta trwała dwa dni i dopiero po użyciu artylerii faszyści zdołali pokonać schutzbundowców. Wieść o powstaniu Schutzbundu w Linzu szybko rozeszła się po kraju. W nocy z 12 na 13 lutego rozpoczęły się krwawe walki w dzielnicach robotniczych w Wiedniu. Ponad 25 000 schutzbundowców, z którymi współdziałali komuniści, odpierało ataki wojska, policji i oddziałów Heimwehry. Walczono niemalże o każdy dom. Socjalistyczna kolonia mieszkaniowa im. Karola Marksa, licząca około 5000 mieszkańców, stała się obiektem ataku artylerii i lotnictwa (sic!). Obroną Schutzbundu dowodził jeden z czołowych działaczy partii socjaldemokratycznej – Julius Deutsch.

Powstańcy nie zostali przygotowani przez kierownictwo partyjne do zbrojnej konfrontacji z faszyzmem. Słabo uzbrojeni, stanęli do nierównej walki, usiłując stawić czoła dobrze wyszkolonej i uzbrojonej regularnej armii, policji i oddziałom Heimwehry. Ponadto dawał się odczuć brak koordynacji działań powstańców Linzu, Wiednia i Grazu, gdzie również wybuchło powstanie.
Faszyści szybko zlikwidowali opór schutzbundowców. Podczas walk zginęło ponad 1000 osób, a około 5000 zostało rannych. Wyrokiem sądu wojennego wielu uczestników powstania skazano na śmierć, zaś około 10000 wtrącono do obozów koncentracyjnych. Otto Bauer, Julius Deutsch i inni działacze partii socjaldemokratycznej oraz niektórzy schutzbundowcy zdołali schronić się w Czechosłowacji; część z nich wyemigrowała następnie do Związku Radzieckiego.
Po upadku powstania Socjaldemokratyczna Partia Austrii została zdelegalizowana, a Wolne Związki Zawodowe – rozwiązane. W kraju umocniła się dyktatura faszystowska” – konstatował Jan Tomicki.

Zbrojne, antyfaszystowskie powstanie socjaldemokratycznego Schutzbundu bezwarunkowo poparte przez zepchniętych do podziemia austriackich komunistów zostało krwawo stłumione po pięciu dniach walk – 16 lutego 1934 roku. W tym właśnie dniu działający wówczas w głębokiej konspiracji Komitet Centralny Komunistycznej Partii Polski, będąc pod ogromnym wrażeniem austriackich wydarzeń, w pełni solidaryzując się z bohaterskimi powstańcami z Linzu, z Wiednia oraz z Grazu – wystosował jakże istotną wówczas odezwę do: „Robotników! Chłopów! Żołnierzy!”.
W jej pierwszym akapicie stwierdzano: „Masy pracujące Austrii powstały. Robotnicy, socjaldemokracji i komuniści we wspólnym froncie walczą na barykadach Wiednia, Linzu i innych miast Austrii przeciw zbrodniczym rządom faszyzmu”.

Dalej zaś polscy komuniści w pełni świadomi faktu, iż faszyzm w wydaniu austriackim był tworem skrajnie patologicznym, wybitnie reakcyjnym i antyrobotniczym, dodawali: „Rząd Dollfussa pławi się w krwi robotniczej. Skierował przeciw rewolucji armaty najcięższego kalibru, miotacze min, samochody i pociągi pancerne. Przez tę krew robotniczą chce stworzyć najściślejszy, bandycki sojusz z faszyzmem hitlerowskim. Lecz nie zdławił bohaterskich robotników. Walka trwa”.
Dla ówczesnych polskich komunistów kierujących się konsekwentnie zasadami szczerego proletariackiego internacjonalizmu było rzeczą aż nazbyt oczywistą, że: „Walka robotników austriackich jest sprawą proletariatu całego świata. Przeciwko międzynarodowym siłom rozzuchwalonego faszyzmu wystąpił proletariat Austrii z bronią w ręku, budząc zapał i entuzjazm w masach pracujących całego świata”.

Jakiekolwiek ustępstwo względem faszyzmu – zdaniem polskich komunistów obserwujących wtedy wydarzenia rozgrywające się w Austrii – w ogóle nie wchodziło w rachubę. W grę wchodziła tylko i wyłącznie bezpardonowa walka z nieobliczalnym faszystowskim wrogiem!
W okolicznościowej, kompletnie zapomnianej dziś odezwie Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Polski z 16 lutego 1934 roku znalazły się również zdecydowanie niepochlebne uwagi pod adresem ówczesnego kierownictwa austriackiej socjaldemokracji. KPP-owcy zarzucali mu przede wszystkim przyjęcie w okresie bezpośrednio poprzedzającym powstanie lutowe z gruntu niewłaściwej, kunktatorskiej, wyczekującej i mało zdecydowanej postawy wobec krwawej i bezwzględnej ofensywy podjętej przez austriackich faszystów.

Wszystko to zaś pod wodzą skrajnego klerykała – „wiernego syna Kościoła” – E. Dollfussa.
W tej kwestii stwierdzano z odczuwalną goryczą, że: „Wodzowie socjaldemokracji nie dopuścili do strajku kolejowego, do przerwania komunikacji, by uniemożliwić faszyzmowi przerzucanie transportów wojsk i Heimwehry, starali się nie dopuścić do masowych demonstracji ulicznych, chcąc bohaterskich robotników walczących na barykadach izolować od wielotysięcznych tłumów, utrudniając jednocześnie bratanie sie wojska z rewolucją”.
Działacze KPP dodawali też, że: „wodzowie socjaldemokracji austriackiej pozostali wierni sobie nawet w tych chwilach, gdy robotnicze kadry socjaldemokracji zdobywały się na największe bohaterstwo”.

Zdaniem polskich komunistów ewidentny brak stanowczości wobec faszystowskiej ofensywy ze strony kierownictwa austriackiej socjaldemokracji zrobił (niestety) swoje. Strach wziął górę. Choć można było – zdaniem KPP – zachować się zgoła inaczej. Polscy komuniści stawiali tu sprawę jasno – na całej linii zawiodło kierownictwo SPA, ale nie masy robotnicze!
W końcowej części odezwy z 16 lutego 1934 roku Komitet Centralny Komunistycznej Partii Polski oświadczał: „My, komuniści, wzywamy proletariat całej Polski, by w dniu 19 lutego na powstanie w Austrii odpowiedział powszechnym strajkiem pod hasłami solidarności z robotnikami austriackimi, by potężnymi demonstracjami ulicznymi wyraził gotowość do walki, by dzień 19 lutego stał się krokiem naprzód na drodze do strajku powszechnego w całym kraju przeciwko faszystowskim ustawom antyrobotniczym, przeciw faszystowskiej konstytucji, przeciw całej zbrodniczej polityce faszyzmu”.

KPP konsekwentnie potępiała i piętnowała od samego początku wyraźnie faszystowski i antyrobotniczy styl i metody sprawowania władzy w II RP przez sanacyjną ekipę z J. Piłsudskim na czele.
Bardzo krótka okolicznościowa „austriacka” odezwa KC KPP z 16 lutego 1934 r. kończyła się radykalnie i bojowo: „Powstanie w Austrii jest dla proletariatu Polski wielką nauką i wskazuje ono, że tylko zbrojne powstanie robotników, chłopów, żołnierzy, pod wodzą KPP, zorganizowane na wzór Rewolucji Listopadowej 1917 roku, zdoła obalić rządy zbrodniarzy faszystowskich”.
Dziś, gdy mija 79 lat od tamtych wydarzeń, my – ludzie ideowej, antykapitalistycznej lewicy – zachowując te wydarzenia w pamięci, winniśmy w związku z powyższym nadal zachowywać bezwzględnie cały czas, należytą trzeźwość i jasność umysłu, zdrową antyfaszystowską czujność oraz absolutnie unikać jakiejkolwiek politycznej naiwności, czy też kunktatorstwa – tak jak czynili to konsekwentnie i uparcie przedwojenni polscy komuniści. Jest to w obecnie niebezpiecznie kryzysowej dobie nasz socjalistyczny obowiązek. Obowiązek, od którego nikt nie może nas zwolnić. Pamiętajmy o tym! Żadnych ustępstw wobec faszystowskiej zarazy!

Dr Ryszard Rauba
Uniwersytet Zielonogórski.

Save

Dodaj komentarz