Komu nie w smak proces pokojowy w Korei?

Przywódca KRLD w otoczeniu żołnierek

Napięcie na Półwyspie Koreańskim rośnie z dnia na dzień. W odpowiedzi na wspólne manewry wojskowe USA i Korei Płd. władze KRLD postawiły w stan gotowości swoje wojska rakietowe.

Agencja Prasowa Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej (KCNA) podała do wiadomości, że nieporozumienia wywołane agresywną polityką USA i Korei Płd. można rozwiązać jedynie siłą.
Administracja prezydenta USA w Waszyngtonie i władze w Seulu zapowiedziały, iż „zareagują na każdą prowokację reżimu Korei Płn.” – podały CNN oraz inne kapitalistyczne media.

W Phenianie (stolica KRLD) dziesiątki tysięcy osób biorą udział w wiecach poparcia dla polityki Kim Dzong Una. Demonstranci od kilku tygodni biorą udział w wielu zgromadzeniach, skandując m.in.: „Śmierć amerykańskim imperialistom!”.

Podobne demonstracje poparcia dla polityki władz Korei Płd. (choć znacznie mniej liczne i o wydźwięku antykomunistycznym) odbywają się m.in. w Seulu.

Ministerstwo Obrony Korei Południowej oświadczyło niedawno, że obserwuje stanowiska rakiet typu Scud, jak i balistycznych pocisków rakietowych dalszego zasięgu typu Nodong i Musudan.
Politycy Korei Płd. podali także do wiadomości publicznej, iż KRLD organizuje manewry wojskowe w terenie pogranicza.

W zachodnich mediach bez ustanku słyszymy wyłącznie jedną wersję (przeważnie zoologicznie antykomunistyczną) o tym, iż „władze Korei Płn. prowokują swego pokojowo usposobionego sąsiada i co rusz posyłają w kosmos nową rakietę balistyczną”.
Prawda jest jednak nieco bardziej skomplikowana.

Szef Departamentu Obrony USA stwierdził, że „Amerykańskie siły zbrojne są gotowe na ‚każdy scenariusz’ na Półwyspie Koreańskim”.
– Na każdą prowokację Północy odpowiemy z pełnym zdecydowaniem – dodał kilka dni temu Chuck Hagel (mianowany na szefa obrony 27 lutego 2013).

Prowokacje ze strony USA nie kończą się jednak na zapowiedziach szefa Departamentu Obrony.
W ramach wspólnych manewrów wojsk Korei Południowej i USA, dwa amerykańskie bombowce strategiczne B-2 Spirit odbyły lot ze swej bazy Whiteman w stanie Missouri nad Koreę Południową i z powrotem, zrzucając ładunki na poligon. Wykonane w technologii „stealth” samoloty B-2 są bardzo ciężkie do wykrycia przez radary i mogą wykonywać uderzenia jądrowe (sic!).

Władze KRLD uznały, iż manewry wojskowe z użyciem samolotu B-2 to coś więcej niż tylko „demonstracja siły USA” i określiły to jako ultimatum USA dowodzące, że „chcą oni za wszelką cenę rozpętać wojnę nuklearną”.
Nie byłby to w końcu pierwszy przypadek, kiedy wojsko USA posługuje się w Azji bombą atomową przeciw ludności cywilnej…

W tym tygodniu władze Chińskiej Republiki Ludowej wezwały do „wspólnych wysiłków” na rzecz zmniejszenia napięcia na Półwyspie Koreańskim.
ChRL uchodzi w powszechnej świadomości za jedyne mocarstwo na arenie międzynarodowej, które pozostaje sojusznikiem KRLD.

Rada Bezpieczeństwa ONZ przegłosowała 7 marca zaostrzenie sankcji finansowych wobec Phenianu. ChRL poparła te rezolucję. Od tego czasu napięcie na półwyspie zdecydowanie wzrosło. Zerwane zostało m.in. zawieszenie broni, które w 1953 roku ‚zakończyło’ wojnę na Półwyspie Koreańskim.

Sytuacja między oboma państwami koreańskimi nie napawa optymizmem. A przecież jeszcze nie tak dawno w KRLD gościł Dennis Rodman – gwiazda koszykówki i zdobywca 3 tytułów mistrzowskich NBA z drużyną Chicago Bulls w latach ’90.
Wizyta jego była szeroko omawiana na całym świecie, media głośno rozprawiały o tym, iż gwiazdor sportu jest ambasadorem pokoju w Korei.

Dennis Rodman deklarował nawet, iż Kim Dzong Un jest jego drogim przyjacielem – co mogło sprawić wrażenie, iż proces pokojowy jest na dobrej drodze.
Najwyraźniej jednak administracji waszyngtońskiej (która mocno krytykowała Rodmana za jego wizytę) nie w smak proces pokojowy na półwyspie i zjednoczenie obu Korei.

Jan Czarski.

Save

Save

Dodaj komentarz