Klasyczna zemsta burżuazji

Rządząca w Polsce burżuazja stara się wybadać na ile może sobie jeszcze pozwolić…

Tak wygląda rzeczywistość, kiedy za tworzenie prawa biorą się ludzie chorzy. Chorzy z nienawiści!
„Mam 95 lat i jestem jednym z ostatnich powstańców warszawskich. Pod koniec życia za przelaną krew dla Polski, za pracę zawodową i społeczną zostałem nagrodzony ‚dezubekizacją’. Czuję się tak, jakbym został spoliczkowany”.

Tak zaczyna się list, opublikowany na stronie Rzecznika Praw Obywatelskich. Do Biura RPO wpłynęło już około 1100 skarg osób, które straciły lub tracą prawo do emerytury lub renty na podstawie bezprawnej ustawy „dezubekizacyjnej” z 16 grudnia 2016 r.
RPO informuje, że autor jednego z ostatnich listów zgodził się na jego upublicznienie, a dobrze pokazuje on, czego autorzy ustawy nie wzięli pod uwagę.

Ustawy antysocjalistyczne – jak ta dotycząca byłych funkcjonariuszy PRL – są tylko jedną stroną medalu walki burżuazji ze swoim klasowym wrogiem – proletariatem (czyli 3/4 narodu polskiego).
Burżuazja walcząc z byłymi funkcjonariuszami służb PRL próbuje jednocześnie zohydzić i przedstawić w jak najgorszym świetle wszelką możliwą antykapitalistyczną alternatywę wobec swojego reżimu. Rządzący w Polsce kapitaliści wiedzą, iż pierwszym krokiem w celu sparaliżowania oporu społecznego jest pozbawienie ludzi jakiejkolwiek wizji alternatywy wobec panującej dyktatury burżuazyjnej.
Drugą stroną medalu jest – oczywiście – trwająca walka o zmiany nazw ulic, placów, szkół, wszelkich obiektów publicznych. Walcząc ze starymi – komunistycznymi – nazwami, burżuazja stara się wymazać z pamięci i świadomości społeczeństwa wszelkie dokonania oraz wybitne postaci rewolucyjnego ruchu robotniczego.
Powód jest bardzo prosty. Ludzie pozbawieni pamięci historycznej skazani są na powtarzanie tych samych błędów. Społeczeństwo pozbawione pamięci o bohaterach ruchu robotniczego staje się łatwiejsze do sterowania, ogłupiania i bezwolnego podążania za kapitalistyczną wizją Polski i świata.
Kłamstwo ich nigdy jednak wiecznie się nie utrzyma…

Służył w AK, walczył w powstaniu

95-letni mężczyzna pisze, że jego ojciec walczył w wojnie polsko-radzieckiej i był odznaczony Krzyżem Walecznych. W 1940 r. został aresztowany przez Gestapo, zginął w obozie koncentracyjnym w Mauthausen. On sam przedostał się do Warszawy i w 1943 r. został zaprzysiężony jako żołnierz AK w „dywizjonie 1806″, który był oddziałem konspiracyjnym 1 pułku strzelców konnych.
„W czasie Powstania Warszawskiego walczyłem w batalionie ‚Ruczaj’. Zostałem ciężko ranny na polu walki. Później był lazaret dla jeńców wojennych w Zeithain, długie 5-miesięczne leczenie i Stalag IV B w Muhlbergu” – pisze 95-latek.

Mężczyzna po wojnie ukończył studia medyczne i pracował w szpitalu jako chirurg. „Bez przesady uratowałem życie około 500 chorym” – pisze.
Po wielu latach ze względu na pogarszające się zdrowie przyjął posadę lekarza w przychodni MSW. „Byłem głęboko przekonany, że każdy lekarz powinien leczyć ludzi bez względu na ich pochodzenie, czy też na ich poglądy polityczne. W przychodni tej przepracowałem 10 lat i w wieku 60 lat uzyskałem rentę” – pisze mężczyzna.

„Jestem wrogiem, ale czyim?”

Jak podaje, do 70. roku życia pracował na pół etatu w przychodni chirurgicznej PKP. Pisze też, że zakładał Koło Żołnierzy AK w swojej miejscowości, w latach 2010-2012 był jego prezesem, a później prezesem honorowym, odznaczonym Medalem za Zasługi dla Światowego Związku Żołnierzy AK.

I teraz, niezgodnie z dwiema zasadami prawa (prawo nie działa wstecz oraz nie można stosować odpowiedzialności zbiorowej), poddany zostałem odpowiedzialności zbiorowej i tzw. „dezubekizacji”. A ja nawet nie należałem do PZPR ani do żadnej pokrewnej partii.
Proszę zwrócić uwagę na fakt, że ciągle jestem w Polsce wrogiem. Najpierw byłem żołnierzem AK, „zaplutym karłem reakcji” i osobistym wrogiem towarzysza Bieruta i Stalina, a teraz jestem wrogiem Narodu i osobistym wrogiem, ale czyim?

RPO: ustawa stosuje odpowiedzialność zbiorową

Jak podaje Biuro RPO, w podobnych listach ludzie skarżą się na niesprawiedliwe traktowanie, bo zostali objęci odpowiedzialnością zbiorową. RPO wskazuje, że ustawa ignoruje osobiste losy – to, co ludzie rzeczywiście robili, a także ich zasługi.
Jedynym kryterium jest to, że jeżeli ktoś pracował w jednostkach podległych resortowi spraw wewnętrznych przed 1990 r., to jego świadczenie zostaje automatycznie drastycznie obniżone.

O co chodzi w „ustawach dezubekizacyjnych”?

W całej sprawie chodzi o tzw. drugą ustawę „dezubekizacyjną” z 16 grudnia 2016 r. Jak przypomina RPO, wprowadza ona następującą zasadę:
Każdy funkcjonariusz, który choć przez jeden dzień służył w formacjach państwa socjalistycznego będzie miał obcięte świadczenie. To samo dotyczy rodzin otrzymujących renty po zmarłych i poległych funkcjonariuszach, nawet jeśli polegli w służbie III, kapitalistycznej RP (sic!).

Niezależnie od tego, co robił funkcjonariusz, jakie są jego zasługi dla państwa kapitalistycznego po 1990 r., może dostać świadczenie od min. 1000 zł do ok. 2000 zł (czyli średniej krajowej emerytury z systemu powszechnego).
Pierwsza niekonstytucyjna ustawa o obniżeniu świadczeń, z 23 stycznia 2009 r., zmieniła system świadczeń emerytalnych tak, że funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa PRL przeliczono okres służby tak, jakby był to okres bezskładkowy w systemie powszechnym (sic!).
Za służbę w burżuazyjnej Polsce funkcjonariusze ci byli traktowani jednakowo z osobami przyjętymi po 1990 roku (2,6 proc. podstawy wymiaru świadczenia za każdy rok służby).

Mamy tutaj więc do czynienia z klasyczną zemstą burżuazji i jej politycznych reprezentantów (PO, PiS, SLD, PSL itd.) na funkcjonariuszach państwa socjalistycznego, którzy nierzadko oddawali swe zdrowie, a nawet życie w służbie dla klasy robotniczej, rolników i inteligencji pracującej.
Ich ofiarna postawa (zwłaszcza po zakończeniu II wojny światowej) pozwoliła odbudować nasz kraj ze zgliszczy wojennych, uprzemysłowić miasta, przeprowadzić reformę rolną oraz zapewnić awans cywilizacyjny milionom obywateli Polski.
Panowie burżuje powinni jednak pamiętać rzecz oczywistą: żaden system nie trwa wiecznie i – być może – ktoś kiedyś też wyciągnie ręce po ich emerytury…

J.M.W.

Dodaj komentarz