Kolejne sukcesy polskiego kapitalizmu

Kapitalizm w Polsce przybiera wyjątkowo groteskową formę

Ponad 70 związków zawodowych działających na Poczcie Polskiej połączyło siły i utworzyło Komitet Strajkowo-Protestacyjny. Liczba ta może się wkrótce powiększyć, gdyż do komitetu dołączają kolejne małe związki – niezadowolone z zachowania NSZZ “Solidarność”.
W tym momencie sojusz ten ma większościową przewagę nad dwoma najliczebniejszymi związkami, NSZZ Solidarność Pracowników Poczty Polskiej oraz Związkiem Zawodowym Pracowników Poczty Polskiej (zrzeszonym w OPZZ).
Te dwa największe związki kompletnie ignorują żądania robotników zatrudnionych w Poczcie Polskiej. Oddolne działania pocztowców przyniosły jakiś pozytywny skutek, biurokracja związkowa w końcu poczuła na plecach oddech sfrustrowanych pracowników i mogła włączyć się do walki lub ostatecznie skompromitowana – upaść na same dno.

Robotnicy pocztowi nie mogą jednak na tym zaprzestać, biurokrację dalej trzeba trzymać w potrzasku i pilnować, aby przypadkiem nie zaczęła dogadywać się z zarządem firmy (tak jak ma to miejsce ostatnio w wykonaniu NSZZ “Solidarność” w górnictwie).
NSZZ “Solidarność” Pracowników Poczty Polskiej jednak milczy. Ciekawe dlaczego? W Poczcie Polskiej jest coraz gorzej.

Odchodzą z firmy bardzo doświadczeni pracownicy, a na ich miejsce brakuje ludzi chętnych pracować za tak marną pensję. Dyrekcja pozostaje jednak ślepa i głucha, nie patrząc w dół, na niedolę zwykłego pracownika.
Szeregowi listonosze oraz pracownicy urzędów pocztowych są postawieni pod ścianą. Pojawiają się głosy, iż załogi strajkować mogą nawet całe tygodnie, o ile warunki pracy i płacy nie ulegną poprawie. Poza tym, brakuje elementarnej komunikacji pomiędzy kierownictwem a robotnikami (listonoszami, asystentkami itd.).
Wszystko odbywa się bez jakichkolwiek konsultacji z pracownikami, a wytyczne wysyłane są do urzędów na maila i… komunikacja na tym się kończy.
Katastrofalna sytuacja pracowników poczty to jednak nie koniec naszych problemów.

Warszawa, Kraków oraz Górny Śląsk – zwłaszcza w zimie – toną w smogu. Mimo to w chwili obecnej…
W Puszczy Białowieskiej – mimo okresu lęgowego ptaków – masowo wycinane są 90-letnie dęby. Ekolodzy alarmują: “To może być początek wielkiej wycinki tych drzew”. Dochodzi do niej w strefie dziedzictwa UNESCO.

– Obszar, w którym dochodzi do tej masowej wycinki dębów, znajduje się w strefie dziedzictwa UNESCO wyłączonego z użytkowania. Polska zobowiązana jest do nie przeprowadzania tam jakichkolwiek zabiegów – alarmuje Adam Bohdan z Fundacji Dzika Polska. I dodaje: “Pozyskania dębów nie da się zaklasyfikować do żadnej z kategorii, o których wspomina minister Szyszko. Rosną na odpowiednim dla siebie siedlisku, są zdrowe, oddalone od drogi. Te wycięte dęby to nie są jakieś kornikowe świerki. W innych miejscach puszczy też odnotowaliśmy ostatnio wycięte dęby, choć nie w takich ilościach. To może być początek wielkiej wycinki dębów w puszczy”.
W opinii Adama Bohdana i innych ekologów wszystko wskazuje na to, że wycinka dębów ma czysto komercyjny charakter. Według informatorów przyrodników nadleśnictwo Hajnówka ostatnio wystawiło na aukcję ponad pięćset metrów sześciennych dębiny, co daje około tysiąca drzew (sic!).
Najwyraźniej obecne władze Rzeczpospolitej za nic mają zdrowie mieszkańców Polski, kondycję naszych układów oddechowych oraz życie i komfort przyszłych pokoleń.
Gdyby tego było mało, to coraz gorzej sytuacja wygląda też w transporcie lokalnym.

PKS Ciechanów (należący do Mobilis Group) likwiduje ponad 30 kursów na trasie Pułtusk – Warszawa i Warszawa – Pułtusk. Są to skutki prywatyzacji przewozów osobowych, charakterystyczne dla całego kraju. Przewoźnicy prywatni będą realizować tylko te kursy, które przynoszą im zyski; to oznacza zaś poważne ograniczenie komunikacyjnej dostępności miasta i poważne niedogodności dla mieszkańców.
Wraz z likwidacją kursów w kolejce czekają bowiem zwolnienia – tak jak ma to miejsce w każdej tego typu sytuacji.

W Pułtusku realizm współczesnego kapitalizmu, żerującego na publicznej własności pojawia się w jeszcze jednej postaci: dworzec PKS, który został w pełni zbudowany ze środków publicznych, jako rekompensata za znacjonalizowanie gruntów, niedługo trafi w ręce prywatnego właściciela. Nowy właściciel zaś budynek dworca zamienić ma na centrum handlowe.
W związku z tym w Pułtusku niedługo nie tylko pogorszy się połączenie komunikacyjne z Warszawą (ok. 25% dorosłych mieszkańców miasta studiuje lub pracuje w stolicy), ale także miasto zostanie pozbawione dworca PKS.
Misja społeczna przyświecająca publicznej komunikacji międzymiastowej – czy to lokalnej czy dalekobieżnej – to ułatwianie dostępu mieszkańcom małych miast i wsi do większych ośrodków miejskich, gdzie zazwyczaj uczą się lub pracują, albo korzystają z dóbr kultury i rozrywki. Misja ta, zgodnie z dziś obwiązującą doktryną wolnorynkową, została zastąpiona wyłącznie prawem zysku.
Wskutek prywatyzacji PKS, przez ostatnich 27 lat, niezliczona ilość wiosek i małych miasteczek została odcięta od swoich miast wojewódzkich oraz większych ośrodków na terenie kraju. Dalekosiężne skutki takiej polityki będą katastrofalne.

Małgorzata Wójcik.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *